Miscellanea

4. Niebo Gwiaździste…

 Początkowo malowałem gwiazdy w sposób zupełnie przypadkowy. Plamka tu, plamka tam: mniejsza- wieksza, bliższa albo dalsza. Z czasem jednak uznałem, że to niezbyt uczciwe. Przecież wygwieżdżone niebo to niezwykle logiczny  i nieogarniony ludzką myślą ocean, a każdy błyszczący punkt to niepojęte, odwieczne istnienie: pouczające, milczące , boże trwanie. Nauka pokory.
  Przeglądałem namiętnie stare atlasy i wciąż nie wiedziałem jakby  tu z tym niebem się ułożyć.  Aż tu pewnego dnia, bratanek T-ek, podrzucił mi program komputerowy, który pozwala na znalezienie widoku nieba w dowolnym miejscu i dowolnym czasie. Pozwala wyświetlić widok nieba na wybranym horyzoncie np. w godzinie moich urodzin, albo np. niebo nad Konstantynopolem w dniu, kiedy doszło do schizmy. 

 

g2

 

– Oooo?!- Ciekawa rzecz- pomyślałem ( nie lubuję się w cudach techniki, nie lubię mieszania porządków tworzenia),ale przypomniałem sobie, jak kiedys, kiedyś, jeszcze w czasach studenckich, przez wiele godzin trudziłem się nad tym, by namalować idealną linię prostą.  Koleżanka E.P-llo, widząc te trudy podała mi linijkę. Po trzech minutach problem nie istniał. Wyobraziłem sobie Giotto’a i pomyślałem, że i ten, gdyby żył - może nieufnie i niezbyt chętnie- ale skorzystałby ze zdobyczy świata. Przy końcu średnowiecza był w tym przecież najpierwszy.     

 

JK1              JK2

 

 Od tamtej myśli – z jednym jak dotąd, z jednym tylko wyjątkiem- nie namalowałem przypadkowych gwiazd. Jednak, gdy czasami zdarzy się, że znów przeglądam stare mapy nieba, chcąc – nie chcąc, łamię odwieczną logikę i łącze gwiazdozbiory i to takie, które nie spotkają się nigdy.  Światy niemogące się zbliżyć, spotykają się w moim obrazie.

 

g5

         Jak Pegaz i Jaszczurka.  Contra spem…